16. Niedziela po Zielonych Świątkach, 28.09.2014

„Zginam kolana przed Ojcem Pana naszego Jezusa Chrystusa, od którego bierze swe imię wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi”.

Drodzy Wierni!

Te słowa św. Pawła z lekcji zachęcają nas do bezgranicznej ufności w dobroć i miłosierdzie Boga jako Ojca, który w swym Synu umiłował nas, ludzi i którego miłość jest wzorem, prototypem każdej miłości ludzkiej. Cała ta miłość objawiła się nam w jego Synu jednorodnym. Niemało jest kart w Ewangelii, gdzie zapisane zostały dzieła potęgi Jezusa w licznych cudach, jakie zdziałał; do piękniejszych wszakże od tamtych zaliczyć trzeba te karty, które nam mówią o litości, współczuciu i łzach Jezusowych. Sama bowiem potęga Boża mogłaby przygnieść słabego człowieka: dopiero dobroć Boża, równie nieskończona jak wszechmoc, dźwiga nędzę ludzką, tchnie w serce człowieka ufność i uczy miłości ku Stwórcy. Na każdej stronie Pisma św. mamy podaną naukę o dobroci i miłosierdziu Bożym. „Wysławiajcie Pana, bo dobry, bo na wieki miłosierdzie Jego” (Ps 105, 1). W Nowym Testamencie ustawicznie podkreśla Zbawiciel nieskończoność miłości Bożej. Każe Go wzywać słodkim mianem Ojca, zachęca do bezgranicznej w Nim ufności i żadnych nie stawia granic miłosierdziu Bożemu. Żeby tym mocniej podkreślić, że Bóg jest uosobieniem dobroci i jej źródłem, rzekł do młodzieńca, który Go nazwał nauczycielem dobrym: „Czemu zwiesz mię dobrym? Nikt nie jest dobry, jeno Bóg” (Łk 18, 19). A więc niczym jest wobec dobroci Bożej wszelka postać dobroci, jaką spostrzegamy między ludźmi. Któż jednak zaprzeczy, że mimo ogromu zła na tym świecie spotkać można heroiczne wprost objawy dobroci? A gdy pójdziemy dalej i przyjrzymy się dobroci Świętych lub samej Matki Bożej – wydawało by się, że to już jest szczyt wszystkiego. Okazuje się, że wobec dobroci Bożej wszystko jest tylko cieniem i nikłym odblaskiem Bożej dobroci. Nie dziw przeto, że umiłowany uczeń Jezusowy, św. Jan Apostoł, nie znalazł lepszego określenia natury Bożej, jeno takie: „Bóg jest miłością” (1 J 4, 16).

Cechą dobroci ludzkiej jest to, że obejmuje ciasny krąg osób. Kochamy naszych bliskich, przyjaciół, życzliwych, ale poza tymi ludźmi, których los nas interesuje, nie czujemy się dłużnikami wobec reszty. Inaczej jest u Boga, który nie wyklucza nikogo z zasięgu swej dobroci, bo jest Stwórcą wszystkiego, co istnieje. „On uczynił małego i wielkiego, i jednako o wszystkim ma pieczę” (Mdr 6, 8). „On sprawia, że słońce jego wschodzi nad dobrymi i złymi, a deszczem zrasza sprawiedliwych i nieprawych” (Mt 5, 45). Aby jeszcze lepiej wyrazić swą ojcowską troskę o mieszkańców ziemi, przyrównuje P. Bóg swą pieczę nad światem do miłości matczynej. „Czyż, może zapomnieć niewiasta niemowlęcia swego, aby się nie zlitować nad synem żywota swego? A choćby ona zapomniała, wszakże ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49, 15). Nie dziwią nas przeto słowa natchnione o konieczności dziecięcej ufności w stosunku do Ojca niebieskiego: „Składając nań wszelką troskę waszą, bo On ma pieczą o was” (1 P 5, 7). Zbyt zatroskanym o dzień jutrzejszy przypomina Pan Jezus, że nie sami walczymy o byt, o chleb powszedni, bo czuwa nad nami dobrotliwa opieka Boża: „Wejrzyjcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je. Czyście wy nie daleko ważniejsi niżli one?” (Mt 6, 25).

Nie jest trudno przyjąć, że ta sama dobroć Boża, która obdarzyła istnieniem byty ziemskie, nie zostawia ich własnemu losowi, ale nadal kieruje nimi i prowadzi do wyznaczonego im celu. Ileż to wspaniałych dowodów na istnienie mądrej i łaskawej ręki Bożej znajdujemy w harmonijnie zbudowanym i celowo urządzonym wszechświecie, jak i w najmniejszym atomie, który precyzją swej budowy wprawia uczonych w podziw! Trudność zaczyna się dopiero tam, gdzie wchodzą w grę nasze osobiste interesy, gdy szukamy odpowiedzi na bolesne dla nas pytania: Dlaczego P. Bóg tak pokierował, a nie inaczej? Dlaczego przekreślił nasze plany i rachuby, zburzył pracowicie budowane szczęście, nie wysłuchał modlitw, nie zapobiegał nieszczęściu?

Takich pytań i wątpliwości słyszy się wiele, i z pewnością każdemu z nas przychodziły na myśl, ile razy spotkało nas niepowodzenie. Jeżeli Bóg jest Ojcem i to najlepszym, dlaczego nie odsuwa od swych dzieci tego, co ich zasmuca i boli? Dlaczego pozwala, że tyle zła dzieje się na świecie? Dlaczego nie wkroczy ze swą potęgą i nie obroni słusznej sprawy, nie wymierzy pokrzywdzonemu sprawiedliwości, a winowajcy kary? Najpierw uprzytomnijmy sobie, że nieskończenie większa jest różnica między naszym słabym umysłem a rozumem Bożym, niż między małym dzieckiem a największym mędrcem na świecie. Jak dziecko nie pojmie tego, co jasne jest choćby dla rodziców, i musi im zaufać, choć innego jest zdania, podobnie i nam wypada wobec Boga uznać naszą niezdolność do zrozumienia tajemnych dróg Bożych. Już św. Paweł wołał: „O głębokości bogactw, mądrości i umiejętności Bożej! Jakże niepojęte są sądy Jego i niedościgłe drogi Jego! Któż bowiem poznał myśl Pana?” (Rz 11, 33).

I nic w tym dziwnego. Wszak P. Bóg spogląda na drogi nasze w najszerszych horyzontach wieczności, my zaś widzimy przed sobą nikły ułamek czasowego bytowania. To co dziś nam dolega, już jutro może się okazać pożytecznym lub przynajmniej zrozumiałym, a cóż dopiero, gdybyśmy całe swoje życie mogli stawić sobie przed oczy. Jakże inaczej sądzimy dziś o tym, co było za naszych lat dziecinnych lub młodzieńczych. Ileż spraw w zupełnie odmiennym staje dziś świetle! Kiedyś, gdy staniemy na szczycie i ogarniemy całe nasze życie w świetle Bożym, zrozumiemy to, czego dziś nie pojmujemy i uśmiechniemy się pobłażliwie nad naszą naiwnością w sądach o tym, co było dla nas dobre, a co złe. Ale i dziś w pewnym stopniu możemy uchylić rąbka owych tajemnych planów Bożych i zrozumieć przynajmniej w ogólnych zarysach, dlaczego tak się stało, a nie inaczej.

Gdy chcemy rozświetlić sobie zagadkę działania Opatrzności Bożej, winniśmy mieć przed oczyma pewne ogólne zasady czy metody działania Bożego.

a) Najpierw – nie wyobrażajmy sobie Boga jako źle przewidującego budowniczego lub gospodarza, który ustawicznie znajduje w swoim dziele błędy i braki, a więc co chwila wnosi jakieś poprawki, uzupełnia, przestawia, umienia, usuwa, dodaje. Tak, niestety, zbyt często sobie wyobrażamy Boga. Jest to bardzo błędny pogląd. P. Bóg z góry wszystko przewidział, niczego nie przeoczył, wszystko urządził jak należy, dlatego też poprawić ani zmieniać nie potrzebuje. Nie oczekujmy więc, że raz po raz dziać się będą cuda, czyli wyjątki od praw pierwotnie ustalonych, by w danym wypadku zapobiec ujemnym skutkom jakiegoś prawa natury. W naszym pojęciu nie powinien Bóg dopuścić ani do posuchy, ani do deszczu, do pożaru czy powodzi, lecz zawsze w sposób cudowny ratować przynajmniej tych, którzy w Niego wierzą. Nikt nie przeczy, że w poszczególnych wypadkach może P. Bóg w nadzwyczajny sposób zawiesić działanie stworzonych przez siebie praw natury i takich faktów znajdzie się sporo w dziejach; ale nigdy nie będzie to regułą. W inny sposób zamierzył P. Bóg chronić człowieka przed podobnymi klęskami, mianowicie, dając mu rozum i wiele środków, przy użyciu których zdoła zabezpieczyć się przed wieloma niepomyślnymi wypadkami. Podobnie nie wydzielił P. Bóg każdemu z osobna człowiekowi z dóbr ziemskich tyle, ile mu powinno starczyć do życia, ale całej ludzkości oddał wszystko, co ziemia zawiera i co zdoła zrodzić, aby dokonała sprawiedliwego podziału między wszystkich.

b) Drugą zasadą działania Opatrzności Bożej jest pierwszeństwo nadprzyrodzonych dóbr przed doczesnymi. Może dlatego tak często i głośno narzekamy na brak zainteresowania ze strony Boga, że nam w doczesnych sprawach nie zawsze spieszy z pomocą i to natychmiastową. Przecież nie po to istnieje Opatrzność, by nam uczyniła raj na ziemi, ale by nas prowadziła najlepszą drogą do naszego wiekuistego celu, do zbawienia. A nieraz trzeba pokrzyżować nam nasze doczesne plany, wystawić na próbę, obdarzyć krzyżem, byśmy nie ugrzęźli zbytnio w ziemskich sprawach ze szkodą dla zbawienia. Ileż można by przytoczyć przykładów, nawet z własnego doświadczenia, jak właśnie takie próby zwróciły myśl człowieka do Boga, ukazały znikomość wszystkiego, co jest na ziemi i kazały pomyśleć o duszy i jej wiecznych losach!

c) Wreszcie – pamiętajmy, że jesteśmy członkami wielkiej ludzkiej rodziny, która ma swoje zasługi czy winy, niebezpieczeństwa i potrzeby. Musi nieraz P. Bóg cały naród wystawić na próbę lub ukarać, zaprowadzić na krzyż lub obdarzyć dobrobytem – a wówczas niewinni razem z winnymi muszą dzielić wspólny los, bo przecież mieszkają w jednym domu z tamtymi. Nie mówmy, że jest to niesprawiedliwe, bo z woli Bożej należymy do narodu, czy państwa i słusznie dzielimy jego pomyślne czy tragiczne losy, jakie mu wytycza mądra i łaskawa ręka Opatrzności. Uchylmy więc czoła przed wielkością i niedościgłą dla naszego umysłu doskonałością dróg Bożych i wierzmy, że wszystko, co Bóg sprawia i dopuszcza, nie tylko się godzi z Jego dobrocią, ale jest wyrazem tej ojcowskiej o nas troski. A dziękując Bogu, że jest naszym Ojcem, z ufnością trzymajmy się Jego ręki, a ona nas niechybnie doprowadzi do naszego celu, do wiecznego zbawienia. Amen.

 

Na podstawie: Ks. J. Jaroszewicz, w: Współczesna Ambona, nr 3 (39), 1957, s. 325.