Niezwykły przyjaciel cierpiących dusz: Bł. Stanisław Papczyński

Ojciec Stanisław Papczyński (1630–1701), założyciel Zgromadzenia Księży Marianów pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, jest poza Polską postacią prawie nieznaną i niewiele o nim wiadomo jako o orędowniku miłosierdzia w intencji dusz czyśćcowych. Jest on jednak w gronie najwybitniejszych krzewicieli modlitw w intencji zmarłych – oto słowa papieża Benedykta XVI z okazji uroczystości beatyfikacyjnych w 2006 roku w Licheniu. Akt beatyfikacji ojca Stanisława Papczyńskiego oznacza, że Kościół bez jakichkolwiek zastrzeżeń uznał i docenił wyjątkowość jego misji w dziele niesienia pomocy duszom cierpiącym w czyśćcu. Ojciec Papczyński powierzył te dusze miłosierdziu Matki Boskiej i Jej Niepokalanemu Poczęciu. Jak na owe czasy – dwieście lat przed wprowadzeniem dogmatu Niepokalanego Poczęcia – podjął on śmiałą, a z całą pewnością nowatorską misję duszpasterską.

Jednak nie był to wyłącznie jego własny pomysł, jego misją kierowało Boskie natchnienie. Jest rzeczą bardzo interesującą, że powiązanie poświęcenia się Niepokalanemu Poczęciu Najświętszej Maryi Panny i nieszczęśliwym duszom w czyśćcu, przynajmniej w tej określonej formie, narodziło się równocześnie z połączonym oddaniem się czyśćcowym duszom i Najświętszemu Sercu Jezusa. Oba te wydarzenia miały miejsce w drugiej połowie XVII wieku: pierwsze w Polsce (Stanisław Papczyński), drugie zaś we Francji (Małgorzata Maria Alacoque). Oba rodzaje próśb o wstawiennictwo za nieszczęśliwymi duszami w czyśćcu w oczywisty sposób łączą się ze sobą i kierowane są jednocześnie do Niepokalanego Serca Matki Boskiej i Przenajświętszego Serca Jej Syna, ponieważ stanowią One jedność i wspólnie przyjmują te błagalne modlitwy. Jeżeli dla żywych, proszących o łaskę i zmiłowanie, tak ważne jest wstawiennictwo Przenajświętszej Matki u Jej Syna, dlaczego dla umarłych miałoby być inaczej?

W każdym razie, zwracanie się z prośbą do Matki Boskiej jako Niepokalanego Poczęcia (oraz Niepokalanego Serca) o miłosierdzie dla nieszczęśliwych dusz w czyśćcu musi dziać się zgodnie z wolą Boga. Ta, która nigdy nie musiała odkupić żadnego swego grzechu, stała się najpotężniejszą Orędowniczką dusz, które muszą za swoje grzechy odpokutować. Ojciec Stanisław powiedział, że jest Ona „najłaskawszą Matką i najbardziej miłosierną protektorką nieszczęśliwych dusz w czyśćcu” (T. Rogalewski, Stanisław Papczyński, 2001, s. 219).

Jest czymś niezmiernie wymownym, że na wielkim ołtarzu, postawionym na czas uroczystości beatyfikacyjnych, znalazł się wizerunek rąk złożonych do modlitwy, które sięgały z płomieni symbolizujących ogień czyśćca po różaniec. Dusze z czyśćca pragną tej modlitwy. Odmawianie różańca, kiedy zwracamy się do Matki Boskiej o pomoc, jest najbardziej skutecznym sposobem uzyskania jej łaski wstawiennictwa dla dusz z czyśćca u Świętej Trójcy. (Różaniec – jak to wielokrotnie powtarzała siostra Łucja Fatimska – jest w gruncie rzeczy modlitwą do Trójcy Świętej).

Według słów ojca Stanisława Papczyńskiego, Boska inspiracja, która nakazała mu założyć Zgromadzenie Księży Marianów, zakładała także specjalną misję Zgromadzenia: misję przychodzenia z pomocą duszom cierpiącym w czyśćcu. Ojciec Papczyński napisał w testamencie sporządzonym w roku 1692: „Przyrzekłem złożyć na ręce Boga podwójną nagrodę dla tych, którzy postanowią wspierać to niewielkie Zgromadzenie Niepokalanego Poczęcia, powołane przez Boga do istnienia, aby pomagać zmarłym” (Op. cit., s. 222).

Ojciec Stanisław świecił dobrym przykładem. Wszystkie swoje dobre uczynki, pełne heroizmu modlitwy i akty skruchy, wszystkie cierpienia fizyczne, mentalne i moralne, jakich w życiu doznał, złożył w ofierze Bogu dla dobra braci i sióstr cierpiących w czyśćcu. „Kiedy (pod koniec życia) jego cierpienia wzmogły się, dawnym zwyczajem mawiał: «Boże, pozwól mi bardziej cierpieć, abyś łaską swoją mógł zmniejszyć karę duszom odbywającym pokutę w czyśćcu»” (s. 305). Czynił także cuda, lecz nie dlatego był wielkim świętym. Zasłużył na ten zaszczyt świętości bezbrzeżnym miłosierdziem, jakim obdarzał wszystkich potrzebujących, księży, ludzi biednych, szczególnie zaś nieszczęśliwe dusze w czyśćcu. W tym samym duchu wychował swoich konfratrów, lecz ze szczególną żarliwością głosił także ludziom świeckim potrzebę okazywania największego miłosierdzia duszom czyśćcowym. Sprawił, że modlitwy i poświęcenia za zmarłych stały się istotną częścią tych, którzy wstąpili do Zgromadzenia Księży Marianów pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Mistyczna wizja czyśćca leżała u podstaw jego przeogromnej miłości do cierpiących dusz. „Jego współbracia, a także jemu współcześni byli przekonani, że ilekroć wpadał w stan ekstazy religijnej, zawsze przeżywał wizję czyśćca… Podczas długich modlitw, trwających czasami całą noc, jego duch schodził w otchłań czyśćca i przebywał z cierpiącymi tam duszami” (s. 211). Cierpienia, jakich wówczas był świadkiem, które w mistyczny sposób dzielił także z nieszczęśliwymi duszami, głęboko go poruszały i utwierdzały w religijnej żarliwości; czuł, że mógł bez reszty poświęcić się dla nich.

Powołanie ojca Papczyńskiego na pomocnika dusz cierpiących w czyśćcu było znakiem Bożej Opatrzności. Żył on bowiem w czasach, gdy wielu ludzi w Polsce umierało nieprzygotowanych do życia wiecznego: z głodu, klęsk naturalnych, epidemii czy ciągłych wojen wywołanych najazdami Szwedów i Turków. Istnieją godne zaufania dowody świadczące o jego przynajmniej kilkakrotnym pobycie w czyśćcu lub przeżywanej przez niego wizji czyśćca. Jako kapłan polowy w polskim wojsku pod dowództwem króla Jana Sobieskiego w wojnie z Turkami na Ukrainie, wiosną 1675 roku modlił się nad grobami zabitych żołnierzy. „Zjawiało się przed nim wielu zabitych żołnierzy prosząc o wstawiennictwo u Boga” (s. 219). Zdarzenie to stanowiło dla niego bodziec do wezwania społeczności religijnej, aby modlić się i ofiarować swe dobre uczynki za umarłych, szczególnie zaś za ofiary epidemii i wojny.

Jeszcze jedna relacja dotyczy pobytu ojca Papczyńskiego w czyśćcu, kiedy przebywał na dworze polskiego szlachcica Jakuba Karskiego w Luboczy „w związku ze śmiercią rodziców Karskiego. Po nabożeństwie żałobnym w kościele parafialnym, a przed poczęstunkiem po pogrzebie, ojciec Stanisław popadł w ekstazę, podczas której, jak później wyznał, widział dusze cierpiące w czyśćcu. (…) Po chwili wstał od stołu i bez słowa podążył w stronę drzwi. (…) Poszedł prosto do klasztoru i powiedział konfratrom zaskoczonym jego nieoczekiwanym powrotem: «Módlcie się bracia za dusze w czyśćcu, ponieważ cierpią niewyobrażalne męki!» Potem zamknął się na kilka dni w klasztornej celi, nie spożywając żadnego posiłku, i modlił się żarliwie za dusze cierpiące w czyśćcu”. Później powiedział o całym tym zdarzeniu Karskiemu, który poprosił go o wyjaśnienie jego niezwykłego zachowania podczas pogrzebu rodziców.

W 1676 roku ojciec Stanisław wybrał się na pielgrzymkę do sanktuarium Matki Boskiej w Studziannie. „Był wówczas ciężko chory i prosił, aby zaprowadzono go przed obraz Świętej Rodziny, słynny z cudów. W owym czasie Jan Ligęza, bliski przyjaciel i spowiednik ojca Stanisława, był przeorem w oratorium klasztoru w Studziannie. Po odbytej spowiedzi i mszy świętej, ksiądz Stanisław udał się do wyznaczonej celi klasztornej. Tam poczuł, że całkowicie traci siły i zmysły. Prawie że martwy, pogrążony w religijnej ekstazie, ponownie doświadczył tajemnicy cierpień nieszczęśliwych dusz w czyśćcu. Patrząc na ogromne cierpienia dusz w czyśćcu poczuł, że Najświętsza Maria Panna prosiła, wraz z wszystkimi duszami, aby mógł powrócić do życia i nadal pomagać umarłym. Podczas gdy ksiądz Stanisław był w stanie ekstazy religijnej, mieszkańcy klasztoru, skończywszy obiad, przyszli do jego klasztornej celi, aby dowiedzieć się, co się jemu przydarzyło. Sądzili, że nie żyje, i poinformowali o tym księdza Ligęzę. Zaczęli się już zastanawiać, jakie należy podjąć przygotowania do pogrzebu. Lecz przełożonego klasztoru nie zaniepokoiły te wieści i zapewnił zakonników, że ksiądz Stanisław żyje. Wiedział, gdzie przebywał ksiądz Stanisław. Wkrótce po tym ksiądz Papczyński powrócił do życia, otrzymał błogosławieństwo przeora i bardzo osłabiony wysoką gorączką wygłosił do wiernych długie kazanie całkowicie poświęcone pomocy, jaką należy okazać duszom cierpiącym w czyśćcu. Ksiądz Stanisław powrócił do swego klasztoru i polecił swoim konfratrom, aby codziennie odmawiali różaniec i odprawiali nabożeństwo za zmarłych. Nakazał im także, aby wszelkie zasługi, wykonywane prace, odbyte posty, umartwienia oraz inne nabożne czynności ofiarowali Bogu w intencji dusz w czyśćcu, aby mogły one uniknąć dalszej nie do zniesienia kary w czyśćcu” (s. 220).

Wydarzenie w Studziannie zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ mówi ono więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Najświętsza Maryja Panna wraz z cierpiącymi w czyśćcu duszami prosiła Boga o uzdrowienie ojca Papczyńskiego, aby mógł nadal im pomagać. Wynika więc z tego logiczny wniosek, że dusze w czyśćcu, które nie mogą bezpośrednio modlić się za siebie, modlą się za żyjących, którzy im pomagają, tym samym pośrednio modląc się także o swoje zbawienie. Jest rzeczą równie oczywistą, że Matka Boska, wspierając tego rodzaju modlitwy, wstawia się tym samym za żywych, którzy duszom w czyśćcu pomagają. Ojciec Stanisław postrzega Matkę Boską jako pośredniczkę wstawiającą się u Boga zarówno za umarłymi, jak i żywymi. W roli pośredniczki, jak głosi Ewangelia, Matka Boska wystąpiła już podczas wesela w Kanie Galilejskiej.

To, co się wydarzyło w Studziannie, jeszcze lepiej wyjaśnia przyczyny, dla których ojciec Papczyński tak uporczywie polecał odmawianie różańca za zmarłych. Nasza prośba do Matki Boskiej, aby pośredniczyła w zbawieniu dusz w czyśćcu, oznacza również łaskę dla modlących, którzy odmawiają tę ulubioną modlitwę maryjną.

Religijna doktryna księdza Papczyńskiego podkreśla też znaczenie wszelkiego rodzaju umartwiania i trudów ziemskiego życia dla odbywających pokutę nieszczęśliwych dusz w czyśćcu. Bóg w swoim miłosierdziu z radością przyjmuje wszelkie starania żywych, kierujących się właściwymi intencjami, o zbawienie nieszczęśliwych dusz w czyśćcu. Przyjmuje je jako (częściową) spłatę ich długu. Tak więc wierni mogą także ofiarować duszom w czyśćcu wartości swego codziennego trudu.

Zdajemy sobie więc w pełni sprawę, że osoba tak święta, jak ojciec Papczyński, nie popada w przesadę gwoli sensacji lub z jakichkolwiek innych niecnych powodów, kiedy nakazuje wiernym, aby uwierzyli, że dusze w czyśćcu cierpią niewyobrażalne męki. Był kaznodzieją o niezwykłej wrażliwości sumienia, uczciwym wyznawcą prawdy takiej, jaka ona była, jakiej wówczas doświadczał. Jego beatyfikacja w XXI wieku, który wydaje się ignorować cztery „rzeczy ostateczne”, na jakie ojciec Papczyński stale zwracał uwagę – Śmierć, Sąd Ostateczny, Niebo (Czyściec) i Piekło – jest dla współczesnego umysłu przypomnieniem o odwiecznej i usilnej potrzebie jego nauki.

 

Gerard J.M. van den Aardweg, Spragnione dusze, Rosikon Press 2008, s. 93.