XX niedziela po Zielonych Świątkach, 10.10.2010

„Urzędnik królewski… udał się do Jezusa z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający” (Jn 4, 47).

Drodzy Wierni!
W tym ewangelicznym młodzieńcu, który poczynał umierać, Ojcowie i Doktorowie Kościoła widzą obraz duszy, poczynającej zamierać, kiedy z pełną świadomością dopuszcza się mniejszych niewierności. Jak lekka choroba prowadzi do ciężkiej, śmiertelnej, tak drobne przewinienia, rozmyślnie popełniane, usposabiają duszę do grzechu śmiertelnego. Grzesznik nigdy nie zatrzymuje się w miejscu, które było świadkiem jego upadku; grzech, to ciężar co ściąga coraz niżej i niżej. Jest więc rzeczą niezmiernie ważną na czas i na wieczność, byśmy poważnie się zastanowili nad grzechem powszednim i czynili wszelkie wysiłki, ażeby się go chronić. Dlatego zbadajmy najpierw l) złośliwość grzechu powszedniego; następnie 2) złowrogie jego skutki.
1) Zróbmy sobie najpierw jasne pojęcie natury tego grzechu. Co rozumiemy w ogóle przez grzech powszedni? Przekroczenie Boskiego prawa, zniewagę Majestatu Bożego, która jednak nie pociąga za sobą pozbawienia łaski i wiekuistej zguby. Grzech może być powszedni z dwóch przyczyn: albo wskutek lekkości i mniejszego znaczenia samego przedmiotu; albo z braku poznania i wolnej woli w ważnym przedmiocie. Że są tego rodzaju grzechy, tego naucza Kościół katolicki (Trid. Sess. VI, cap.11. Can. 23, 25). Pismo Święte zaznacza, że są grzechy, których dopuszczają się sprawiedliwi, nie przestając być sprawiedliwymi. Grzechy te, mówi Apostoł, to małe plamy i zmarszczki, szpecące Kościół i dusze, nie niszcząc ich całkowicie (Ef 5, 27). Jest to drzewo, słoma na fundamencie Chrystusa, które będą płonąć w czyśćcu (1 Kor 3, 12). W rzeczy samej, mądrość i sprawiedliwość Boga wymagają, by Jego łaska i przyjaźń, jak i osiągnięcie zbawienia nie zależały od rzeczy, które często zaledwie mogą być zwane czynami ludzkimi (actus humani), są raczej wynikiem słabości niż zastanowienia. Grzech powszedni nie stanowi całkowitej przerwy i zupełnego zaprzestania wysiłków w dążeniu do celu; jest to tylko ociężałość i umniejszenie tego wysiłku. Takim jest grzech powszedni w ogóle.
Mówiąc o grzechu powszednim, mamy na oku najgorszą ich kategorię: te, które popełniamy z zupełnym poznaniem i wolną wolą mimo protestu sumienia, więc całkiem rozmyślne. Te ostatnie hamują dążność do doskonałości, obniżają polot duszy do Boga i usposabiają ją do grzechu śmiertelnego. Pierwszym więc naszym wysiłkiem w życiu duchowym musi być uzbrojenie się przeciw tym dobrowolnym przewinieniom, byśmy się ich statecznie chronili, a nie splatali z nich jakby korony cierniowej, która tak boleśnie krwawi Serce Pana Jezusa.
Czym jest grzech powszedni odnośnie do Boga? Jest to oświadczenie przeciw Jego wszechwładztwu, któremu winniśmy ulegać przez wypełnianie Jego woli, przez zachowanie Jego przykazań i zakazów. Znajdziemy tu w pełni warunki grzechu: z jednej strony jasno widnieje przykazanie Boże, z drugiej ujawnia się nieposłuszeństwo człowieka. Zło grzechu powszedniego nie jest istotnie i w zasadzie mniejszym złem, niż zło grzechu śmiertelnego. Obowiązek unikania grzechu powszedniego Bóg poważnie pojmuje i ocenia. Jego nakaz czy zakaz są wyraźne i obowiązujące, podobnie jak w wypadku grzechu śmiertelnego; tylko Bóg nie przynosi tu całego ciężaru swej powagi i całej surowości swej sprawiedliwości. Cała więc różnica zależy od stopnia i miary; bo co się tyczy samej istoty niegodziwość grzechu powszedniego jest nie inna, jak śmiertelnego.
Więc istotnie wyrządzamy Bogu wzgardę, ilekroć dajemy się porwać lekkim poruszeniom gniewu, albo skrytej zazdrości, albo niewstrzemięźliwości w małych rzeczach; ilekroć dopuszczamy się obmów mniejszych, kłamstwa, próżności, próżnej ciekawości, rozproszenia w ćwiczeniach duchowych, z którego płynie tyle grzechów zapomnienia i nieuszanowania zawsze obecnego nam Majestatu Bożego.
Czym jest dalej grzech powszedni? Jest to sprzeciwianie się Świętości i Mądrości Boga. Naprawdę, nawet najmniejszy grzech zawiera taką potworność, tak jest przeciwny Boskiemu Majestatowi, że Bóg raczej tysiąckroć razy zniszczyłby wszechświat, niżby go miał pochwalić. To rzecz jasna, że mądry prawodawca nie tylko winien zakazywać ciężkich wykroczeń, ale i lżejszych, bo te prowadzą do tamtych. Zatem Bóg nie zadowala się zakazem ciężkich przewinień, wzbronionych piątym, szóstym i siódmym przykazaniem, lecz zakazuje i mniejszych, bo one są prawdziwym złem, nieznośnym złem dla Boga. Czyż i nam samym nie wydawałoby się nieznośnym społeczeństwo, w którym zakazywano by tylko nas zabijać, oszukiwać, okradać w ważnych rzeczach?
Czym jest grzech powszedni? Sprzeciwieniem się Dobroci i Miłości Boga. On mieści w sobie obrazę Bożego Majestatu. Dla czego? Bo jest w nim hołdowanie nieprawej skłonności do dobra stworzonego, zatem wzgarda upodobaniem Bożym. A czyż to wszystko nie sprzeciwi się miłości i wysokiemu szacunkowi, jaki winniśmy Dobru Najwyższemu? Marna jest miłość nasza, kiedy ustami oświadczamy, że miłujemy Boga, a czynimy to, czego On nie miłuje, czego zakazuje, czego nienawidzi. Czyli Bóg ogranicza się tylko do tego co istotne, konieczne w Jego nam okazywanej miłości i dobroci? Czyż nas nie miłuje wszędzie, zawsze, bezmiernie? Dla czego więc mielibyśmy zadowalać się tym, co najistotniejsze w posłuszeństwie i miłości, jaką Mu powinniśmy?
Cóż więc sądzić o chrześcijaninie, który takimi grzechami znieważył Boga i codziennie Go znieważa, a wcale nie troszczy się o to? „Takie lekceważenie nieprawości, zauważa św. Bernard, zapoczątkowuje zatwardziałość serca i jest bluźnierstwem przeciw Duchowi Św.” Dla tego Święci po wszystkie czasy drżeli na samo wspomnienie najmniejszego grzechu. Św. Edmund, biskup Kantuaryjski, mawiał: „Wolałbym rzucić się w ogień, niż świadomie dopuścić się najmniejszej obrazy Boskiego Majestatu”. „Ktokolwiek dba o czystość sumienia, powiada św. Ignacy, powinien żałować i upokarzać się przed Bogiem po każdym najlżejszym przewinieniu, dlatego, że zgrzeszył przeciw Temu, który jest nieskończony we wszystkich doskonałościach, a zatem to, co Go znieważa, mieści w sobie złość z tego względu nieskończoną”. „Wolałabym, gdyby tego była potrzeba, mówi św. Katarzyna Genueńska, rzucić się w ogień, niż dopuścić się najmniejszej winy i gdybym z tego ognia inaczej wyzwolić się nie mogła, jak popełnieniem jednego grzechu powszedniego, gotowa jestem cierpieć żar ognia na wieki”. „Panie, modlił się często św. Alfons Rodriguez, niech raczej cierpię wszystkie katusze piekła, niżbym się miał dopuścić najmniejszego przewinienia”.
I my, najmilsi, podobnie jak Święci, brzydzilibyśmy się tym, co Boga znieważa, gdybyśmy tak jak oni znali Go i miłowali.
2) Zobaczmy teraz, czym jest grzech powszedni odnośnie do nas czyli w skutkach, jakie w nas sprawuje.
Grzech powszedni jest zniewagą Boskiego Majestatu; zatem umniejsza przejawy miłości i tkliwości Boga względem nas. Pozbawia nas wielu skutecznych łask, jakich dobroć Boża nam by udzieliła w Sakramentach Św., we Mszy św. i w innych zbożnych uczynkach. Pozbawia nas dalej szczególnej Bożej opieki w niebezpieczeństwach i pokusach. Ta opieka w życiu duchowym odgrywa rolę nad wyraz ważną; bez niej upadek w ciężkich pokusach jest pewny. Grzech powszedni z naszej strony umniejsza synowską ufność do Boga, wystudza miłość ku Niemu, tak, że stopniowo nas ogarnia chłód i obojętność, piętrzy się mur przedziału między Bogiem, a nami.
Grzech powszedni zaciemnia umysł i przysłania w duszy żywą wiarę. Każdy taki grzech wytwarza jakby mgłę, zaciągającą się pomiędzy naszym rozumem, a Słońcem prawdy. W miarę naszych przewinień ta mgła staje się coraz gęstszą, w końcu zupełnie przysłania promienie tryskające z Boskiego Słońca.
Osłabia wolę. Każda choćby najmniejsza wina jest zawsze pewnym ustępstwem na korzyść jakiejś nieprawej skłonności, zatem dodaje jej większej siły. Co oddasz miłości stworzonej, to odejmujesz miłości Bożej. Im więcej dopuszczasz się niewierności, tym więcej na siebie nakładasz kajdan nieprawych przywiązań. Nic więc dziwnego, że nie za długo wpadasz w pewien stan letargu, martwoty i niezdolności do spełniania dobrych czynów.
Zakłóca pokój duszy i sprawuje nieraz gorzkie udręczenia. „Kto się sprzeciwił Bogu a miał pokój?”, pyta Job (9, 4). A może już niepostrzeżenie przekroczyłem granicę, która dzieli grzech powszedni od śmiertelnego? Na pewno, już nieraz posunęłam się do samej krawędzi. Czyż jest rzeczą łatwą rozpoznać, gdzie się kończy wina lżejsza, a zaczyna ciężka?
Naprawdę, jak ów ewangeliczny młodzieniec, tak dusza poczyna umierać, kiedy z pełną świadomością dopuszcza się mniejszych przewinień; te bowiem usposabiają do grzechu śmiertelnego jak choroba do śmierci.
Wiemy, że ciężkich grzechów nie unikniemy bez potężnej pomocy łaski Bożej. Lecz potrzebna jest i nasza współpraca z tą łaską. Uczyńmy więc silne i niezłomne postanowienie niepopełnienia nigdy dobrowolnego grzechu powszedniego. Unikajmy niebezpiecznych okazji do grzechu. Bądźmy wiernymi w odprawianiu rachunku sumienia. Tego środka należy użyć przed innymi, jeśli mamy nałóg popełniania rozmyślnych grzechów powszednich. W ten sposób, o ile pozwoli nasza słabość, będziemy chodzić, jak żąda Apostoł, „niepokalani przed Boga obliczem”, zasłonionym w czasie, i staniemy kiedyś przed odsłonionym Jego obliczem w przybytku wiecznej chwały, gdzie mogą wejść tylko niepokalani lub z grzechów oczyszczeni. Amen.

Ks. E. N.

(Na podstawie: Ks. Józef Stanisław Adamski, Kazania na niedziele całego roku, t. III, Kraków, 1913.)