Wywiad z J.E. ks. bpem Bernardem Fellayem, Przełożonym Generalnym Bractwa Św. Piusa X dla pisma „II Giornale”

 

1. Od śmierci arcybiskupa Lefebvre’a niewiele słyszy się o rozwoju Bractwa Św. Piusa X. W niedawnym wywiadzie dla „Il Regno” kard. Ratzinger daje do zrozumienia, że Bractwo rośnie i rozwija się. Jak obecnie przedstawia się jego stan liczbowy?

W chwili obecnej (8 grudnia 1994 r.) Bractwo Św. Piusa X liczy 313 księży, 215 seminarzystów, ok. 50 braci i tyleż oblatek, nie licząc ponad setki sióstr pracujących w 24 krajach. Nasze 6 seminariów rozsianych jest na czterech kontynentach; większość księży przebywa w jednym z 83 domów, obsługując ok. 800 miejsc kultu. Część z nich pracuje w szkołach, których mamy ok. 60, z czego 15 zapewnia wykształcenie średnie lub wyższe. Do tego dochodzi apostolat w 8 domach rekolekcyjnych i pełnienie funkcji kapelanów w ośmiu zaprzyjaźnionych wspólnotach zakonnych.

 

2. Arcybiskup Lefebvre stwierdził w wywiadzie, którego udzielił tuż po głośnych konsekracjach biskupich, że jego zdaniem Bractwo powróci do Kościoła po czterech lub pięciu latach? Dzisiaj upłynęło już ponad pięć lat. Jak wielki jest dystans dzielący was od Rzymu?

Moja odpowiedź może wydać się paradoksalna, ale z jednej strony nie jesteśmy wcale oddzieleni od Rzymu za sprawą silnego, uczuciowego przywiązania do Kościoła, pragnąc, aby było ono również rzeczywiste. Podczas Mszy św. wszyscy modlimy się za Papieża, oraz za lokalnych ordynariuszy i uznajemy ich jurysdykcję. Pragniemy zachować i kultywować duch rzymskości, który powinien charakteryzować każdego katolika. Z drugiej zaś strony postawa hierarchii rzymskiej napełnia nas troską, gdyż w wielu działaniach, a nawet w oficjalnych dokumentach, coraz bardziej uderza niezgodność z odwiecznym nauczaniem Kościoła w wielu dziedzinach (mam na myśli w szczególności ekumenizm i stosunek Kościoła do świata). W tym punkcie możemy tylko przyłączyć się do wielokrotnych w przeszłości potępień obecnych błędów. 20 lat temu abp Lefebvre opublikował Deklarację („Zawsze Wierni” nr 1, przyp. red.), w której głosi swe przywiązanie do wiecznego Rzymu i odrzucenie Rzymu modernistycznego. Dwadzieścia lat później kontynuujemy dokładnie tę linię.

 

3. A) Czy są jacyś dostojnicy kościelni, z którymi dialog pozostaje nadal otwarty? Jakiś czas temu było słychać o kontaktach z kard. Oddim.

Możemy doliczyć się kilku Nikodemów, jednakże w chwili obecnej nie ma otwartego dialogu.

 

3. B) Bliska jest dymisja kard. Innocentiego z funkcji szefa papieskiej komisji „Ecclesia Dei”. Z wielu stron skierowano do kard. Ratzingera prośby o osobiste objęcie tego stanowiska. Co o tym sądzi Ksiądz Biskup? Czy oznacza to ponowne otwarcie dialogu?

Nie chcemy prowadzić rozmów dla samych rozmów i choć leży nam na sercu dobro Kościoła w jego jedności, to tym niemniej nie mamy zamiaru pogrążać się w bezowocnym dialogu bez końca. Aby dialog mógł do czegoś doprowadzić, obie strony powinny dojść do porozumienia, co do jego celu. Celem tym może być tylko triumf integralnej doktryny katolickiej w całej rozciągłości i bez żadnego umniejszenia. Bóg jest niezmienny, wiara jest niezmienna i Kościół w swej istocie i Boskiej konstytucji także jest niezmienny. Dla nas przysięga antymodernistyczna zachowała całą swoją wagę, złożyliśmy ją w obliczu Boga, podobnie jak i większa część obecnej hierarchii rzymskiej. Tymczasem można odnieść wrażenie, że w Rzymie uważa się ją za coś, co należy definitywnie do przeszłości. A przecież dotyczy ona bardzo poważnych problemów, co do samej istoty Kościoła, wiary itp.

Druga przyczyna, która skłania nas do wielkiej ostrożności, to stosunek Rzymu do dzieł o charakterze konserwatywnym. Fakty nie wskazują, by Rzym sprzyjał inaczej niż nominalnie tym dziełom, które starają się pozostać częściowo przywiązanymi do Tradycji Kościoła. Wręcz przeciwnie – duszą się one w systemie posoborowym. Zaś kard. Innocenti, jeśli o niego chodzi, nic tak naprawdę dla Tradycji nie zrobił. Rozmowy z Rzymem w 1988 nie rozproszyły nieufności abpa Lefebvre’a, a przyszłość pokazała, że mieliśmy rację.

 

4. Abp Lefebvre zdecydował się dokonać konsekracji biskupich, gdyż uważał, że sytuacja w Kościele jest bardzo poważna. Implikuje to problem oceny prowadzeniu Kościoła przez papieża. Założyciel waszego Bractwa zawsze unikał jasnego postawienia sprawy, jeśli chodzi o ten decydujący punkt. Wysuwał pod adresem ostatnich papieży surowe uwagi krytyczne, nie dochodząc jednak przy tym do ostateczności. Proszę zatem o jasną odpowiedź: czy obecny papież jest papieżem prawowitym, czy też nie?

Jeśli faktem jest, że abp Lefebvre kierował pod adresem ostatniego Papieża bardzo poważne uwagi krytyczne, to prawdą jest również, że do końca uznawał go za prawowitego Papieża. Taka jest też pozycja Bractwa i moja własna. Jeśli może wydać się paradoksalna, to trzeba w niej widzieć jedynie reakcję z naszej strony na zachowanie doprawdy zdumiewające, jak na tego, który z racji swej funkcji Zastępcy Chrystusa, powinien umacniać braci w wierze i paść trzodę Pańską. Natomiast pewne wypowiedzi i działania Papieża lub też ich brak (np. wobec wielu współczesnych teologów), przyczyniają się w sposób bierny lub czynny do błądzenia dusz i do zniszczenia Kościoła. Jest to dla nas powód do wielkiego cierpienia, z pewnością największego z naszych cierpień. Wiele wypowiedzi Papieża pozwala sądzić, że jest on zwolennikiem teorii powszechnego zbawienia. Najwyższy czas, by Ojciec św. rozproszył, z całą konieczną jasnością, tę wielką i poważną wątpliwość w tak ważkiej sprawie, którą jak dotąd pozostawia bez odpowiedzi. Stanowiące prawdziwy leitmotiv koncepcje „związku Chrystusa ze wszystkimi ludźmi” oraz objawienia Ojca przez Chrystusa rozumianego jako „objawienie człowieka człowiekowi”, które otwierają wszystkie jego ważniejsze dokumenty, są bardzo niejasne i nie da się ich zrozumieć na sposób katolicki, nie uciekając się do nieprawdopodobnych akrobacji myślowych. Cóż bowiem znaczy „ukierunkowanie ku zbawieniu” czy też „związek Chrystusa z każdym człowiekiem”? Czy sprowadza się do prostej nieefektywnej zdatności, którą teologia katolicka nazywa potentia oboedientialis (możność bierna), czyli do zwykłej odpowiedniości, by zostać wyniesionym przez Bożą wszechmoc do porządku łaski, czy też „ukierunkowanie” to istnieje już faktycznie? Jeśli tak, to ten bardzo optymistyczny subiektywizm Papieża nie jest katolicki. Kard. Siri uważa, że objawienie człowieka człowiekowi może oznaczać tylko jedno z dwojga: albo człowiek ma charakter boski, albo Jezus Chrystus nie jest Bogiem… A przecież cała działalność ekumeniczna pontyfikatu Jana Pawła II opiera się na owych dwu mglistych myślach.

5. Poprzedni przełożony Bractwa, ks. Schmidberger, należał w młodości, zanim przyłączył się do abpa Lefebvre’a do grupy „sedewakantystów”. Jakie są obecnie związki Bractwa z „sedewakantystami”?

Nie utrzymujemy kontaktów z tymi, którzy są otwarcie sedewakantystami; nie chcemy Kościoła paralelnego, ani schizmy czy chaosu, który byłby rezultatem zajęcia tej pozycji. Jednakże z drugiej strony prawdą jest, że większość sedewakantystów, nie uznając prawowierności obecnego Papieża, powodowana jest pragnieniem „ocalenia” Papiestwa, urzędu Zastępcy Chrystusa i jego nieomylności. Nie chcą uznać, że możliwe jest podobne upodlenie urzędu Następcy św. Piotra. To coś w rodzaju błędnej i przesadnej reakcji w obliczu nieszczęść naszego czasu. Nagromadzenie teologicznych skandali Ojca św. umacnia ich w tym przekonaniu. Pycha ludzka jest wystarczająco wielka, by skłonić co poniektórych do wydawania sądów w dziedzinie, która nie leży w kompetencji ogółu śmiertelników, a jedynie Kościoła.

 

6. Jednym z wydarzeń, które szczególnie oddaliło was od Rzymu było sławetne spotkanie przedstawicieli wielkich religii w Asyżu. Przedstawiliście wiele zastrzeżeń. Czy zatem niedawne powtórzenie tego samego w Watykanie rozproszyło wątpliwości z waszej strony? Jak zapatrujecie się na zapowiedź ekumenicznych obchodów roku 2000?

Jest rzeczą oczywistą, iż zapowiedź przygotowań do obchodów roku 2000 nie rozwiała naszych wątpliwości, a wręcz przeciwnie. Z zatrwożeniem czytamy myśli zawarte w ostatnim liście, który zapowiada przygotowania do „ekumenicznych obchodów” roku 2000, i z oburze­niem protestujemy przeciw tendencji millenarystycznej (mimo zapewnienia o czymś przeciwnym), przejawiającej się już w samym tytule Tertio millenio adveniente, która wychodzi naprzeciw swego rodzaju utopijnemu idealizmowi w postaci gigantycznego ekumenizmu. Może te słowa wydadzą się surowe, ale rzeczywistość jest jeszcze surowsza.

Podczas, gdy wszystkich zajmuje niewidziane w historii Kościoła dążenie do jedności, opierające się na nowej koncepcji, również dotąd niespotykanej, a wręcz przeciwnie: potępionej, owieczki z katolickiej trzody odchodzą w poszukiwaniu karmy na pastwiska błędu i herezji. Jednocześnie konferencje biskupie popadają w schizmę materialną a nawet formalną, a w każdym razie znajdują się w stanie jawnego nieposłuszeństwa, a Rzym nie jest w stanie nic zrobić, by temu zapobiec. Czy ten zapał na rzecz ekumenizmu nie jest przypadkiem czymś w rodzaju ucieczki, bądź odwrócenia uwagi od problemu wewnętrznych podziałów i buntów w Kościele katolickim?

Nazywamy ten super-ekumenizm urojeniem, gdyż jest czymś niemożliwym, jak współistnienie światła i ciemności czy prawdy i błędu. Osiągnięcie jedności w oparciu o taki ekumenizm, jaki dziś się praktykuje, jest metafizyczną niemożliwością. Ens, unum, verum convertuntur (byt, jedność i prawda są zamienne): jedność może opierać się wyłącznie na prawdzie, a nie na akceptacji mniej lub bardziej sprzecznych ze sobą poglądów, jak to czyni protestantyzujący ekumenizm. Zgadzając się na pójście tą drogą, Kościół traci swą tożsamość. To bardzo poważna sprawa i należy z całą mocą się temu przeciwstawić.

Co się zaś tyczy wyrazów ubolewania nad niektórymi „grzechami” z przeszłości, to nie zdziwiłyby nas one, gdyby pochodziły od jakiegoś masona, gdyż są zręcznym powtórzeniem tezy głoszonej przez nich i przez innych rewolucjonistów, natomiast słyszane z ust Ojca św. wprawiają nas w osłupienie. Równie zdumiewające jest ostrzeżenie przed indyferentyzmem zawarte w tym samym dokumencie, w którym podejmuje się tyle inicjatyw będących jego źródłem; ale tego się już widocznie nie dostrzega.

 

7. Co Ksiądz Biskup sądzi na temat wybranego przez Rzym rozwiązania problemu unitów?

Tragedia unitów, szczególnie w państwach byłego Związku Radzieckiego, trwa nadal, lecz w innej, o wiele okrutniejszej postaci. Zostali wydani na pastwę prawosławnych, których ni stąd, ni zowąd zaczęto traktować jak kościół siostrzany. To dość odległe od ducha Soboru Florenckiego i dekretu dla Jakobitów. Z drugiej strony, umowa z Balamand oznacza podzwonne dla ducha misyjnego, dla powrotu do owczarni, dla nawracania prawosławnych i innych grup, jeśli wziąć pod uwagę idee, które przyświecały redagowaniu tej deklaracji. To dalszy ciąg Ostpolitik pod inną nazwą i w subtelniejszej formie.

Zastanawiający jest fakt, że w tego typu umowach Kościół katolicki jest zawsze stroną, która traci. Dzisiejszy Kościół jest pełen Judaszów.

 

Zawsze Wierni, nr 4, 03-04.1995, s. 7.